Rozmiar: 31056 bajtów

Macedonia - Albania - Grecja
19.08 - 01.09.2006



Występują: Ewa, Bogusz i Kofcio


To może same zdjęcia na początek >>> GALERIA


    Czas na kolejną relację z pociągiem w tle. Po męczarniach dojazdu do Syrii zarzekaliśmy się, że koleją to maksymalnie nad morze, a dalej tylko lotem. I przyszło co do czego. Znowu Słowacja, znowu przeprawy z panią w okienku kolejowym w celu zakupu magicznego biletu. Znowu CityStar! Nie wiem skąd ten sentyment w nas drzemie, ale niełatwo go okiełznać.
Bilet opiewał na 244 euro za 3 osoby tam i z powrotem na trasie Bardejov - Saloniki. Miał być Piryn w sześcioosobowej obsadzie. Góry odpadły, a ekipa się wykruszyła (część nawet się połamała jeżdżąc po pijaku na rowerze i jednocześnie pisząc sms’a, nie ma się co dziwić).
W końcu wybrała się czwórka. Kowal, jako przewodnik stada, oraz Bogusz z małżonką Ewą. Brak jednej osoby. Podpowiem: ktoś był w ciąży i nie był to przewodnik stada. Na razie nie zdradzę kto, pozostawiając czytelnika w napięciu.
Zabraliśmy namiot i przewodnik „Bałkany” wyd. Bezdroża i jeszcze Grecję Pascala.

Macedonia

Rozmiar: 16857 bajtów
    Nocą dotarliśmy do Skopje. Już sam dworzec autobusowy zrobił na nas dobre wrażenie. Duży, schludny, toalety tanie. Potem autobusem do Ochrid. Kraj zza szyby sprawia miłe i przyjazne wrażenie. Droga dobra, autobus też.
Dworzec w Ochrid, raczej plac na obrzeżach miasta przywitał nas upałem i grupką zdecydowanych na wszystko kobiet, zachwalających pokoje gościnne. Cztery euro i to w centrum, niedaleko. Ale coś mi się nie podoba. Gdzie to jezioro? Jeszcze taksówkarz oferuje podwiezienie, ale jeśli niedaleko to po co jechać taryfą? Wahamy się strasznie, kobiety to czują. Doczepiły się dwie, te najgorsze i zaczynają ciągnąć Ewę i Kowala w swoje strony. Na szczęście nie było trzeciej, więc miałem czas na analizę sytuacji. Nie było wesoło, oj nie było. Jedna chce nam porwać przewodnika (jak wrócimy??), druga ciągnie mi żonę w nieznanym kierunku (drugiego wesela już bym nie przeżył). Co robić, co robić, co robić?? Kogo ratować??!! Chuck Norris by coś wymyślił! Zaczynam wybierać numer do niego, ale widzę, że nie zdąże... Jedna z kobiet już znikała za zakrętem z Kowalem. Podejmuję dramatyczną decyzję! Zostaję z plecakami, a Ewa biegnie odbić kompana.
Chwilę ich nie ma. Najpierw wróciła kobieta! Gdzie oni są? Czyżby Ewa nie dała rady??? Rzuciłem się jej do gardła (w oczekiwaniu zadzwoniłem do Chucka, powiedział mi jak szybko działać) ale kątem oka zauważyłem, że wracają. W połowie drogi zaniechałem ciosu, udając, że sprawdzam, która godzina. Jak się okazało pokoje to ma, ale to jest aż 20 min do centrum i jeziora!!! Więc grzecznie wytłumaczyłem, że rezygnujemy z jej usług hotelarskich.

Rozmiar: 16857 bajtów
Po krótkim marszu docieramy na miejsce. Na szczęście, tutaj już obowiązywały bardziej cywilizowane metody nakłaniania do noclegów - mało kto się nami interesował. Więc poszedłem i znalazłem pokój za 6.5 euro od osoby i to nad samym jeziorem.
Wyruszamy na miasto. Czysta rewelacja. Zabudowa zdaje się schodzić prosto do jeziora. Plątanina wąskich uliczek, masa knajpek. Restauracje nad samą wodą tak, że można nogi moczyć.
Największym atutem miasta jest duża ilość zabytków skupionych na małym obszarze i to dodatkowo w malowniczym otoczeniu jeziora. Do tego jeszcze port z promenadą. Pycha! Dziewięć cerkwi, monastyr, teatr starożytny, forteca i jeszcze ruiny wczesnochrześcijańskiego kościoła z V w. Nie ma się co dziwić, że miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Szczególnie godna polecenia jest cerkiew św. Jana Ewangelisty z XIII w. Nie dość, że ją ślicznie zbudowali to jeszcze nad skalnym urwiskiem, nad brzegiem jeziora.

Mieliśmy spędzić trzy dni w tym pięknym miejscu, ale ... przygoda, przygoda każdej chwili szkoda. Jedziemy busem do Strugi gdzie mamy nocny autobus do Albanii. Autobus jeździ raz na dobę. Przyjeżdża spóźniony około 1 w nocy, więc zrozumcie nasze zaniepokojenie. Jak się później dowiadujemy mamy ogromne szczęście, ponieważ dzień wcześniej miał pełny stan i nawet nie zaglądnął na dworzec. Dopiero dzisiaj się pojawił po telefonicznej interwencji tych, którzy się na niego nie doczekali.

Albania
Rozmiar: 16857 bajtów
    Noc, ciemno wszędzie. Tirana. Wysiadamy, jest zimno i głodno. W spojrzeniu Efki widzę szczerą wdzięczność za takie wakacje. Moje pierwsze skojarzenie, to że nas przeniosło i wysiedliśmy w Syrii. Bliski Wschód w centrum Europy. Doczłapaliśmy na plac Skandeberga, gdzie spożyliśmy pierwszy w tym kraju posiłek, na schodach. Środek placu i schody! Powoli świta, pojawia się więcej szczegółów. W oczy rzuca się monumentalny budynek Muzeum Historycznego z ogromną mozaiką na górnej części elewacji. Albańczycy w strojach ludowych kroczących pod sztandarem. Ech kwintesencja minionych lat. Według przewodnika musimy zobaczyć oryginalny budynek Międzynarodowego Centrum Kultury w kształcie piramidy. Nawet aparatu nie wyciągnąłem. Kowal zrobił zdjęcia, ale on miał cyfre, a mi było szkoda kliszy.
Rozmiar: 19975 bajtów
Jeszcze jedno. Na każdym kroku chcieli nas orżnąć. Rozumiem kapitalizm wkracza, ale żeby aż tak pazerny. Może my tak wyglądaliśmy naiwnie. Najpierw w piekarni, gdzie pani „przez pomyłkę” wydała nam nominał 10krotnie mniejszy niż się należał. W końcu to tylko jedno zero, a u nich dużo tych zer. Potem za mineralną sprzedawca chciał żebym zapłacił 10 razy więcej. Znowu to jedno zero – może to jakieś przesądy.
Tirana nie powaliła nas na kolana. Jedziemy autobusem do Berat. Miasto położone na stokach wzgórz Berat. Przez szyby autobusu nawet gęba mi się uśmiechnęła na jego widok. Jak na Albanie, przyjemne i dość oryginalne. Syf straszny na dworcu i rynsztoki na bocznych ulicach, ale jak weszliśmy do hotelu to nas zatkało. Nocleg po 7 euro, a standard że hohohoho. Czysto schludnie telewizor w pokoju.
Wspinamy się do twierdzy, na jedno ze wzgórz. Historia jej sięga 2.4 tyś lat wstecz. Zaskakuje jej rozległość i to, że jest współcześnie zamieszkana. Gąszcz uliczek i malutkich domków, mnóstwo zakamarków. Niegdyś było tutaj 20 cerkwi, z czego pozostało kilka. W ciągu dnia nie widzieliśmy wielu młodych ludzi. Dopiero po zapadnięciu zmroku, na deptaku długości 500 m aż się od nich zaroiło. Nie wiem skąd wyszli, ale ten tłum młodych ludzi chodził od jednego końca do drugiego, pokazując nowe ciuchy i rozpylając, co bardziej wyszukane perfumy i oczywiście feromony. Deptak stał się centrum kulturalnym, aortą miasta, ale całkowicie zeuropeizowaną. Jednak MTV tu dociera.

Tempo mamy dobre, szybkie śniadanie i o 11 siedzimy w autobusie do Sarandy skąd dotrzemy promem na Korfu. Stuart zbiera pieniądze w autobusie. Ja przed wręczeniem jeszcze raz liczę. A ta czarna menda w żywe oczy mówi, że mu brakuje. Noż k... mać! Nawet dokładnie nie przeliczył. Efce ciśnienie skoczyło, wytargała gościowi kasę, przeliczyła i wręczyła ponownie. Ja już wybierałem numer do Chucka, ale kiwną głową i poszedł dalej. Spokój. Siedzimy i kraj oglądamy. Na trasie odczuwamy jak górzysty potrafi być i z jaką finezją potrafią budować tutaj drogi. Usnąć się nie da, a jedzie się ok. 8 godzin!
Kowal wreszcie zobaczył bunkry, na które ciągle polował. Z tymi bunkrami to jest ciekawa sprawa. Ciekawa i tragiczna zarazem. Otóż prezydent Enver Hodża, obawiając się inwazji obcych mocarstw, wybudował kilkaset tysięcy bunkrów. Są one wszędzie, na polach, przy domach, kościołach, na stokach gór. Sterczą jak krecie kopce. Kraj w ruinie, wiele wsi nie ma prądu i wodociągów. Ale są bunkry. Jednak jest coś, co zrobił gorszego. W 1967 r. ogłosił Albanię pierwszym na świecie państwem ateistycznym! Zabroniono wszelkiej działalności religijnej, przybytki zamknięto, a kapłanów poddano represjom. Upodlił ludzi i jeszcze zabrał im wiarę.

Albania mi nie przypadła do gustu. Już mam dość oglądania krajów, gdzie nędza i beznadzieja zbierały tak ogromne żniwo. Postkomunistyczny świat już mnie nie bawi. Może za mało czasu poświęciliśmy na zwiedzanie. Pierwsze wrażenie tylko pozostało. Nie dałem sobie szansy na zmianę opinii. Jedziemy do cywilizacji.

Grecja
Rozmiar: 16857 bajtów

Wyspa Korfu
    Jesteśmy na Korfu. Trochę głupia sytuacja. Mamy przewodnik Pascala po Grecji kontynentalnej, a my jesteśmy na wyspie. Brak pomysłów gdzie jechać, co robić. Ile było myślenia i kombinowania. Wreszcie w pośpiechu kupiona mapa i wsiadamy do autobusu podmiejskiego nr 7 i jedziemy do Limni, gdzie mam być camping. Był.
Znowu rano zastanawiamy się, gdzie jechać. Stanęło na Paleokastritsa. Baaardzo przyjemnie miejsce. Ładne turystyczne miasteczko. Cerkiew na szczycie wzniesienia. Dużo urwisk, plaże kamieniste, ale dowożą motorówkami niedostępne piaszczyste plaże, otoczone skałami.
Zamiast poleniuchować, my już siedzimy w autobusie w kierunku Roda, gdzie mają być śliczne piaszczyste plaże. Tam mamy zamiar odpocząć. Docieramy do Sidario, a że już ciemno zmuszeni jesteśmy spędzić noc na campingu nieopodal, nie dotarwszy do celu. Na portierni ani żywego ducha. Tylko informacja, ze w przypadku tylko jednej nocy, cena wzrasta o 50%. Niedorzeczność! Ale nie ma nikogo, więc do spania. Rano Efka z przyborami do toalety (dla niepoznaki) sprawdza czy ktoś się pojawił na portierni. Nie było nikogo. Narodził się w naszych głowach plan.
Rozmiar: 16857 bajtów
Plan był prosty. Zwiewamy! Efka wyszła pierwsza z ta kosmetyczką i ręcznikiem, niby to chciała zęby w morzu umyć, a my czekaliśmy na sygnał. Gdy się pojawiła z drugiej strony ogrodzenia przerzuciliśmy plecaki i namiot a sami spokojnie wyszliśmy. Ale adrenalina nam podskoczyła. Trzydziestka na karku a my takie rzeczy robimy!
I znowu klepiemy asfalt z tymi plecakami. Nic na tych wakacjach nie robimy tylko łazimy! Stopem docieramy do Roda. Łeb bym urwał osobie, która napisała, ze tam są takie ładne plaże. Opiszę to w skrócie. Plaża szeroka na ok. 10 m, pokryta nie sypkim piaseczkiem ale jakimś mułem, do tego większość tego mułu jest płatna. Najlepsze jest to, ze morze okrutnie brudne. Wszystko to było by do przeżycia. Angole jednak nie. Przepraszam za to określenie, ale to było straszne. Wszystkie knajpy nastawione na angielskich turystów. A plaża wyglądała jak z programów National Geographic. Green Peace powinien się tu zjawić i wrzucić te wszystkie wieloryby do morza. Kobiet z taką nadwaga, tak napompowanych, na żywo jeszcze nie widziałem, a na plaży to już więcej nie chce tego przeżyć. Masakra!
Mieliśmy poleżeć, a już siedzimy w autobusie do Kassiopi.
Szukajcie a znajdziecie! Malownicze miasteczko z portem i z „klimatem” tak pożądanym w trakcie wakacji. Znajdujemy białe wypalone słońcem skały, schodzące do lazurowej, czyściusieńkiej wody i tak miło ciepłej. Z Efką mamy ochotę tu zostać tydzień, a Kowal po godzinie już siedzi w cieniu i delikatnie sugeruje autobus. Będzie następny. Po targach wyjeżdżamy 2 godziny później. Cóż jednak ta chwila dla tak sponiewieranych tymi wakacjami w siodle naszych ciał.
I co teraz? Oczywiście, siedzimy w autobusie do miasta Korfu, z którego zaczęliśmy objazd. Dochodzę do wniosku, że na wakacjach moje ciało może wiele znieść, ale psychikę to będę długo leczył.

Półwysep – cel: klasztory Meteora.
    W mieście Korfu kolejny dylemat. Jechać dalej wieczorem czy czekać do rana. Jak się domyślacie nie mamy czasu na czekanie. Dojeżdżamy do Metzovo, jakieś 100 km od Kalambaki. Jedyny szkopuł w tym, że jest 1 w nocy, a my stoimy na drodze szybkiego ruchu i las wokół nas (na chuj nam las?) Jeden magister farmacji, dwóch magistrów inżynierów geodezji poszło spać w lesie. Nic więcej nie powiem.
Już bez większych niespodzianek docieramy do Kalambaki, skąd pieszo na camping w Kastraki, wsi stanowiącej przedsionek słynnych klasztorów Meteora.
Sama wieś jest ułożona pod wielkimi, urwistymi skałami i już sama w sobie jest ciekawa.
O klasztorach dużo nie będę mówił. Jest masa informacji na sieci. Tam po prostu trzeba pojechać. Rzuca na kolana ogrom pracy i determinacji ludzkiej w tworzeniu tych klasztorów. Do tej pory nie ma stu procentowej pewności jak mnisi w XIV w. zdołali wdrapać się na te pozornie niedostępne szczyty i do tego jeszcze coś tam zbudować. Przy obecnym sprzęcie wspinaczkowym trasa jest uważana jako trudna!

Rozmiar: 19975 bajtów
Zapuściliśmy się między klasztory, rzadko uczęszczanymi ścieżkami, oglądając budowle jakby od spodu. Legenda mówi, że święty Atanazy (założyciel pierwszego monasteru) wzniósł się szczyt przy pomocy orła. I to tak być musiało! Mówię wam, nie mam innej możliwości, no chyba że jeszcze aniołowie albo UFO się tam kręcili.
Pomijając ten pierwszy tajemniczy etap, w drugim mnisi byli transportowani na górę w koszach na linie. Linie, którą wymieniano tylko wtedy, gdy się urwała. To dlatego tak rzadko się gdzieś ruszali
Nie będę nawet próbował opisać, jakie mieli widoki z cel klasztornych. Sami to sprawdzcie.
Zwiedzanie się szybko kończy, ale czeka na nas jeszcze jedna atrakcja. Otóż na campingu jest basen i to w cenie noclegu! Jak im się to rozdawnictwo opłaca, niepojęta sprawa.

Każdy normalny turysta, rano wybrałby się na kolejny obchód monasterów. Nie my. Kowal zarządza wymarsz. Tyran! Ja jeszcze lecę do basenu na te ostatnie 5 minut. Reszta wycieczki już zmierza na autobus. Za tą kąpiel słono zapłacę, ponieważ muszę biec 15 minut z plecakiem do autobusu. Docieram na dworzec, a tam wkurzony Kowal czeka i mi mięso na żonę rzuca, bo się gdzieś zgubiła. Znalazła się i na autobus zdążyliśmy, ale jak się później przyznała, specjalnie się spóźniła, żeby autobus nam odjechał i jeszcze tu chwile posiedzieć. Do tego ją doprowadziliśmy...

To były ostatnie takie wakacje. Następne spędzimy w jednym miejscu i wypiję wannę piwa. Czas leczy rany, nabiera się energii i sił na nowy survival wakacyjny, ale dzięki Bogu, za rok będzie nas już trójka i Kowal nas ze sobą nie zabierze:)


THE END


Może jeszcze raz zdjęcia >>> GALERIA

DODATKI

Dojazd i przebyta trasa po Macedonii, Albanii i Grecji
SKK - korona słowacka (35SKK = 1 EUR)
MKD - denar macedoński (60MKD - 1 EUR)
ALL - lek albański (125ALL = 1 EUR)
YUN - dinar serbski (82 YUN = 1 EUR)
HUF - forint węgierski (250HUF = 1EUR)

Od DoJakIle
Koszyce Budapeszt pociągCityStar
Budapeszt Subotica pociągCityStar
Subotica Belgrad pociągCityStar
Belgrad Skopje pociągCityStar
Skopje Ochrid autobus410 MKD
Ochrid Struga bus30 MKD
Struga Tirana autobus10 E
Tirana Berat autobus300 ALL
Berat Saranda autobus800 ALL
Saranda Corfu prom17.5 E
Corfu Metzovo prom + autobus6.5 + 11.40 E
Metzovo Kalambaka autobus5.4 E
Kalambaka Kastraki (Meteora) pieszodarmo
Kalambaka Saloniki autobus15.6 E
Saloniki Belgrad pociągCityStar
Belgrad Przeszow pociągi (dużo:)CityStar



Tekst: Bogusz
Zdjęcia: Bogusz i Kofcio
Spis wypraw Początek