Rumunia - Maramuresz i Bukowina
15 - 22.08.2009
| To może same zdjęcia na początek >>> |
 |
To pierwszy wyjazd od prawie 3 lat. Wzięliśmy powód naszej absencji ze sobą - Jagodę lat prawie dwa i pół. Dziecko po wycieczce czuje się dobrze, rodzice powoli dochodzą do zdrowia. Towarzyszył na przewodnik - Bezdroża „Rumunia”, który jak zwykle się sprawdził i służył dobrą radą.
Muszę zaznaczyć, że od naszego ostatniego wyjazdu w 2005 roku wiele się zmieniło w Rumunii, na plus:
• drogi połatali i nowe budują. Oznakowanie dobre – z powrotem jak wjechaliśmy do Polski to się zgubiłem! Nasz sędziwy VW Vento był jednym z gorszych samochodów, a pod restauracjami aż wstyd było parkować!
• skończyło się nachalne żebranie - nie było potrzeby zamykać samochodów na skrzyżowaniach
• dzikie chordy psów zniknęły, Cyganie też, może poszli razem.
Ze względu na dziecko, były to spokojne wakacje (a może ze względu na nas?). Widzieliśmy to gdzie można było dojechać samochodem. Tak Rumunii nie da się poznać. Jest za duża pokusa żeby „zaliczać” i gonić od zabytku do zabytku. Tam trzeba iść w góry, wypić piwo i patrzeć jak życie toczy się powoli, w wielu miejscach ciągle z szacunkiem dla tradycji i obyczajów.
Więc tym razem sucha relacja, gdyby ktoś chciał w te rejony jechać i tyle. A warto, mimo obiegowej opinii o Rumunii, która panuje wśród naszych rodaków.
Na początek trasa Polska – Rumunia: Nowy Sącz, Piwniczna Zdrój (SK) Stara Lubovna, Sabinov, Presov, Vranov, Trebisov (H) Satoraljaujhely, Sarospatak, Kisvarda, Mateszalka, Csenger no i Rumunia. Po wjeździe na Rumunię trzeba kupić winietkę na „te” drogi (sic!), na szczęście 7 dni to tylko 3 euro, pani w okienku przemiła, aż się łza w oku kręci.
Ceny dokładnie jak u nas, nocleg w okolicach 10 euro. Auto-gaz rzadko, w jakiś większych skupiskach (Satu Mare, Baja Mare, Borsa, Radowce).
Zakosztowaliśmy Maramuresz i Bukowinę, oczywiście tak po łepkach, jak japońska wycieczka. A wszystko to w ciągłej presji zapewnienia posiłków Jagodzie. Mało dzieci, nudy - więc trzeba jeść. A to nie takie proste, raz jechaliśmy 30 km żeby coś zjeść.
W Maramuresz folklor pełną gębą. Potężnie rzeźbione bramy, stare i co ciekawe te nowe też – piękne. W dni świąteczne, czy dziewczę czy staruszka, wszystkie w kusych sukienkach z chustami na głowie, aż miło popatrzeć. To tu wesoły cmentarz, festiwal na przełączy Prislop, góry Rodniańskie.
Bukowina to Bukowina, nie byliśmy w górach to nic o niej nie mogę napisać. No może tyle, że monastyry są niesamowite. Pokryte pięknymi malowidłami - scenami z Nowego i Starego Testamentu, potrafią wprowadzić zadumę... ale coż tam, przychodzi mała blondyneczka o niebieskim oczku i powie "amm" i czar pryska. Bo to amm zaraz zamieni się w AAAAAAAAAAAAAAAAAMMMMM!!!
Dom Polski w Paltinoasa stał dla nas otworem. Warunki bez szaleństw, a nawet na niskim poziomie za to bardzo tanio. I ludzie po naszemu mówią. Mili, uczciwi, ciężko pracujący, w zbytki nie opływający – dobrzy ludzie tam. Stąd też jeździliśmy do monastyrów: Voronet, Humor, Sucevita i Arbore. Voronet przez setki turystów i ogólną komercjalizację pozostawia niesmak ale za to Sucevita rzuca na kolana i dobrze ją zostawić na deser.
Koniec, więcej to bym zaczął nudzić.
Tekst: Bogusz
|