|
PIKUJ
10 - 13.06.2004

Uczestnicy (od lewej):
Kofcio ~ Wojtek ~ Krzysiek ~ Karolka ~ Madziara ~ Edyta
Trasa
10.06.2004
Krosno – Przemyśl (PKS, 15 zł, 3h15)
Kraków – Przemyśl (PKP)
Przemyśl – Medyka (bus, 2zł, 15 min.)
Medyka – Szehyni (granica, pieszo, haracz za ubezpieczenie – 5$ za grupę)
Szehyni – Sambor (autobus, 5 hr., 1h30)
Sambor – Stary Sambor (marszrutka, 2.5hr., 30 minut)
Stary Sambor – Turka (marszrutka, 4 hr., ok. 1 h)
Turka – Gusne Wyżne (Husne Wyżne) (wynajęty mikrobus, 60hr. za grupę, ok. 1 h)
Nocleg w namiotach ok. 40 minut przed Gusnem
11.06.2004
Gusne Wyżne – Pikuj (1409 m.n.p.m.)
Nocleg ok. 40 minut marszu za Pikujem w stronę Wołosianki.
12.06.2004
Okolice Pikuja – Libuchora – Wysocko Wyżne
Wysocko Wyżne – Lwów (marszrutka Gusne – Lwów, 14 hr., ok. 4h – odjazd z Wysocka ok.18.00)
Nocleg we Lwowie – hotel „Elektron” – ul. Olgi Stiepanowej (???), 16 hr. za osobę w pokoju 5 osobowym)
13.06.2004
Okolice Pikuja – Libuchora – Wysocko Wyżne
Wysocko Wyżne – Lwów (marszrutka Gusne – Lwów, 14 hr., ok. 4h – odjazd z Wysocka ok.18.00)
Nocleg we Lwowie – hotel „Elektron” – ul. Olgi Stiepanowej (???), 16 hr. za osobę w pokoju 5 osobowym)
Przemyśl – Kraków (PKP)
10. czerwca
Tym razem spotkaliśmy się w Przemyślu. Stąd busikiem do granicy. Po ukraińskiej strony pogranicznik miał chyba zły dzień, bo się czepiał niewiadomo czego. Niestety nie obeszło się bez haraczu za rzekomo obowiązkowe ubezpieczenie. Trzeba było zapłacić 5$ za grupę i byliśmy na Ukrainie.
Z Szehyni pojechaliśmy okrutnie zdezelowanym autobusem do Sambora. Magda wyraźnie wpadła w oko ukraińskiemu żołnierzowi, stając się dla niego prawdziwym oparciem. Z Sambora bez większych przygód dotarliśmy do Turki. Tu niestety nie mieliśmy dobrego połączenia w góry i trzeba było rozmawiać z taksiarzami. Po targach w końcu znaleźliśmy gościa, który busem za 60hr zgodził się pojechać do Husnego. Po drodze wynikła niezła heca, bo my chcieliśmy jechać do miejscowości Husny (leżącego już po zakarpackiej stronie), a szofer wiózł nas nieuchronnie w kierunku wsi Husne Wyżne, zapewniając ze jedziemy dobrze i innej drogi nie ma. Szofer w ogóle był dziwny, bo trzęsły mu się ręce, a patrząc na mapę nie bardzo widział napisy (nawet te napisane dużą czcionka). W końcu daliśmy za wygrana. Z Husnego (tego Husne) tez jest dobra trasa na Pikuj. Po prostu pójdziemy od przeciwnej strony niż zakładaliśmy. W Husnem spotkaliśmy polska wycieczkę prawników (zdziwił nas widok autobusu na krośnieńskich numerach rejestracyjnych). Poczekaliśmy chwilkę na dostawę chleba do sklepu i zaopatrzeni ruszyliśmy w kierunku Pikuja. Kilkaset metrów za wsią znaleźliśmy polankę i rozbiliśmy namioty.
11. czerwca
Niestety pogoda tego dnia nas nie rozpieszczała. No, ale trzeba było iść. Po 3-4 godzinkach niezbyt forsownego marszu stanęliśmy na Pikuju. Niestety widoki były mocno ograniczone przez chmury. Nocleg zaplanowaliśmy gdzieś na połoninie miedzy Pikujem i Ostrym Wierchem. Znaleźliśmy dobre, równe miejsce niestety po wodę trzeba było zejść jakieś 300 metrów w dol. Wieczorem spotkaliśmy jeszcze samotnego wędrowca - Pawła z Krakowa. I tak w powiększonym gronie zapaliliśmy ognisko.
12. czerwca
Tego dnia to pogoda nas wybitnie "olała". Najpierw dwugodzinne czekanie na przerwę w deszczu, żeby złożyć namioty. Potem marsz w deszczu. Odpuściliśmy chmurom w okolicach Ostrego Wierchu i zeszliśmy w dół. Wyszliśmy w Libuchorze i wtedy przestało padać. Ktoś najwidoczniej chciał się nas pozbyć z gór. Maszerując przez wioskę dowiedzieliśmy się ze ok. 18 mamy marszrutke do Lwowa przez Turke. Trzeba się było troszkę pośpieszyć. Jeszcze zrobiliśmy sobie sesje zdjęciową z niejakim Wanią. Po raz kolejny ukraiński chłopak przypadł do gustu naszym dziewczynom, a szczególnie zadowolona była Edyta. W końcu postanowiliśmy pojechać busem aż do Lwowa. I tak kolo 22 byliśmy we Lwowie. Tu taksówkarz spod dworca zawiózł nas do najtańszego (jego zdaniem) hotelu "Elektron". Hotel mieścił się na 5 piętrze zwykłego bloku mieszkalnego w dość podejrzanej okolicy. Warunki nie były luksusowe, ale można było wytrzymać. Niestety plan nocnego wypadu na miasto upadł, bo "brama" hotelowa była zamykana o północy.
13. czerwca
Rano pozwiedzaliśmy sobie Lwów, zjedli mały obiadzik w restauracji. Potem powrót marszrutka do granicy, tym razem bezproblemowe przejście, dojazd do Przemyśla. I stad każdy w swoja stronę. Tzn. ja PKSem do Krosna a reszta PKP do Krakowa...
Tekst: Kowcio
Zdjęcia: Edyta, Kowcio
Zapraszamy do galerii
|